mgr Michał Witkowski, psycholog:

    1. Autorka nie powołuje się na źródła swojej wiedzy i teorie którymi się posługuje, przez co treść opinii jest niemożliwa do zweryfikowania.
    2. Sposób w jaki napisana jest opinia jest tendencyjny – autorka wskazuje tylko jedną z możliwych interpretacji wystawy (‘małe dzieci zabite przez złych ludzi’).
    3. Obserwacja przeprowadzona na jednej osobie może być uznana co najwyżej za studium przypadku. Żeby wnioski badania były trafne, potrzeba co najmniej 30 takich obserwacji.
    4. W opisanej obserwacji zbadano reakcję dziecka tylko na jedną z możliwych narracji.
    5. W opisanej obserwacji nie zbadano jak na obraz reagują osoby u których rozwinęła się fobia krew-zastrzyk-rana (w tym linku krótko opisana jest epidemiologia tego zaburzenia).
    6. Zastosowane w opinii ramy teoretyczne (ze względu na brak źródeł mogę się tylko domyślać, ale wiele wskazuje na to, że jest to podejście psychodynamiczne) jest z założenia jednym z najbardziej subiektywnych nurtów w psychologii. Dotąd nie udało się naukowo zweryfikować poprawności tego podejścia.

Szacuje się, że 3,5% ludzi cierpi na jakąś formę fobii krew-zastrzyk-rana. Oznacza to, że 1 na 30 osób oglądających wystawę ucierpi na tym wbrew własnej woli. Nabywanie fobii krew-zatrzyk-rana zwykle odbywa się w dzieciństwie w wieku 5-9 lat. Tego typu zdjęcie, pokazane dziecku w nieoczekiwanym przez nie momencie, może wpłynąć na rozwój lub pogłębienie fobii.

mgr Mateusz Blukacz, psycholog:

Mam poważne zastrzeżenia do wykorzystywanej argumentacji opartej na opinii psycholog p. Rusieckiej. Abstrahuję od faktu niespełniania przez nią wielu standardów metodologicznych, przez co nie można traktować jej jako badania, tym bardziej rzetelnego i wiarygodnego. Badań bezpośrednio obrazujących reakcję dzieci na takie obrazy brak, ponieważ względy etyczne nie pozwalają ich prowadzić.

dr hab. Bartłomiej Dobroczyński, psycholog, pracownik naukowy Instytutu Psychologii UJ:

To co od dłuższego czasu dzieje się w przestrzeni publicznej w Polsce, a przede wszystkim jej zawłaszczanie przez coraz bardziej agresywne grupy, które ze swoimi ideologicznymi komunikatami narzucają się innym bez pytania o czyjekolwiek zdanie – budzi mój stanowczy sprzeciw. Taki charakter mają również „wystawy” organizowane w różnych miejscach publicznych przez “Fundację Pro-prawo do życia”, których integralną częścią są drastyczne obrazy obliczone przede wszystkim na wywołanie moralnej paniki. Uważam, że takie praktyki mają charakter manipulacji zarówno intelektami, jak i emocjami potencjalnych odbiorców, którzy w obliczu „wizualnej przemocy” będącej zasadniczą częścią takich przekazów nie tylko tracą zdolność do racjonalnej oceny, ale również zostają narażeni na szkody emocjonalne (szczególnie osoby niepełnoletnie). Jestem pewny, że żadna komisja etyczna nie zaaprobowałaby badań naukowych, w których udział miałyby wziąć dzieci w przedziale wiekowym 2 – 16 lat, a polegałyby one na eksponowaniu im treści wizualnych tego rodzaju. Praktyka ta jest tym bardziej nie do przyjęcia, że pojawiają się głosy wskazujące na jej nie do końca uczciwy charakter: http://krytykapolityczna.pl/kraj/swiat-wg-obroncow-zycia/. Ukrywa się za nią niezrozumienie dla idei wspólnej przestrzeni oraz brak poszanowania praw innych ludzi (w tym prawa do ochrony przed niepożądanymi treściami). Jest to zastanawiające w zestawieniu z faktem, że te same środowiska zawsze wykazywały znaczną dbałość o poszanowanie wrażliwości osób, nie tylko niepełnoletnich, na przykład w kontekście materiałów o erotycznym charakterze i dążyły do ich eliminacji z przestrzeni publicznej.

dr Karolina Dukała, Instytut Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadząca kurs Etyka dla psychologów:

Oczywiście popieram zdanie, że tego rodzaju wystawa jest agresywnym zawłaszczaniem przestrzeni publicznej. Prezentuje treści krwawe i brutalne, w dodatku manipulując opinią publiczną. Sposób prezentacji treści sugeruje, że każda aborcja obecnie jest przeprowadzana w taki sposób, co jest oczywistą nieprawdą. Kwestia dostępności aborcji jest kwestią moralnie delikatną i dyskusja na jej temat wymaga ogromnej wrażliwości etycznej i ogromnego wyczucia, nie zaś zacietrzewienia i agresji. Prezentowanie ekstremalnych bodźców w postaci zdjęć rozczłonkowanych płodów w celu jedynie wywołania szoku i obrzydzenia (by potem te uczucia zgeneralizowały się na przekonania co do aborcji) u postronnych przechodniów jest etycznie naganne i może mieć dla nich negatywne konsekwencje. Nie wspominając o tym, że prezentowanie tego rodzaju zdjęć w przestrzeni publicznej jest absolutnym brakiem poszanowania dla cudzej wrażliwości.
Nie ma mojej zgody na zastąpienie rzeczowych rozmów w sprawach etycznie trudnych krwawymi, szokującymi, agresywnymi plakatami, których celem jest manipulowanie opinią publiczną. Tego rodzaju działania są etycznie naganne na przynajmniej trzech poziomach: po pierwsze prezentacja takich treści zakłamuje obraz rzeczywistości, po drugie odciąga od merytorycznej dyskusji poprzez nacisk na emocjonalny wydźwięk i po trzecie manipuluje opinią publiczną poprzez wytworzenie bardzo prostego emocjonalnego powiązania aborcja = przemoc wobec dzieci z pominięciem wszystkich etycznych i moralnych komplikacji tego zagadnienia.

prof. Jerzy Kopania, etyk, pracownik naukowy Uniwersytetu w Białymstoku:

Nawet szlachetne intencje nie usprawiedliwiają drastycznych metod. Treść wystawy “Wybierz życie” była bardzo szokująca i z tego względu nie powinna być wystawą publiczną. Z tego samego powodu po to, żeby ostrzec kierowców przed konsekwencjami zbyt szybkiej jazdy, na ulicach nie można umieszczać plakatów z tragicznych wypadków. Uważam jednak, że Łukasz Wróbel, autor wystawy antyaborcyjnej miał dobre intencje. Rzecz w tym, że przesadził w środkach przekazania swoich myśli.

dr Małgorzata Steć, etyczka oraz psycholożka rozwojowa, pracowniczka naukowa Uniwersytetu Jagiellońskiego:

Jako psycholog oraz etyk uważam, że epatowanie treściami przemocowymi w przestrzeni publicznej, której użytkownikami są osoby o dużej wrażliwości, w tym osoby niepełnoletnie, jest niestosowne i dalekie od spełnienia norm społecznych, a także obyczajowych. Protesty winny odbywać się z uwględnieniem szacunku wobec tych, którzy mogą poczuć się danym rodzajem treści urażeni, a czego następstwem może być traumatyzacja. Dodatkowo, absolutnie niegodnym jest stosowanie wyjątkowo ekstremalnych bodźców działających na sferę emocji w roli argumentów merytorycznych. Może to stanowić istotne zakłamanie wobec faktycznego znaczenia treści, jakie mają być przekazane w ramach wydarzenia publicznego, jakim jest protest. Idąc tropem twórców akcji antyaborcyjnej, być może zwolennicy aborcji powinni również stosować tego rodzaju wizualizacje w celu emocjonalnego “stłamszenia przeciwnika”??? Takie zachowanie jest absolutnie naganne i nie ma nic wspólnego z rzeczową dyskusją. Uważam, że akcja powinna zostać przerwana, a brutalne zdjęcia – zniknąć z przestrzeni publicznej dostępnej dla wszystkich. Jednoczesne wypowiadanie się “w imieniu grupy”- podczas gdy kwestia aborcji jest wyjątkowo intymna i zindywidualizowana – jest podobna roszczeniu sobie pretensji do twierdzenia, że zna się każde partykularne stanowisko w tej sprawie i, co więcej, jest to jedno jedyne słuszne stanowisko. Partycypanci akcji powinni wstydzić się takiego “ratowania życia”. Efektem tego rodzaju działań jest bowiem zagrożenie zdrowia psychicznego. Należy zdać sobie sprawę, że akcja protestacyjna nie stanowi sytuacji ekstremalnej, w której wybór po prostu “mniejszego zła” jest dopuszczalny ze względu na niedostępność innych opcji. Protest jest działalnością dowolną, co do której okoliczności absolutnie pozwalają na wdrożenia takich środków, które nie będą jednocześnie zagrażające. Pytanie, które jednocześnie się nasuwa: ilu spośród w taki sposób protestujących jest faktycznie dotknięta problemem aborcji? Czym innym jest bowiem ideologiczna niezgoda na daną rzecz, a czym innym styczność z tą rzeczą i zbudowanie opinii na tej podstawie. Oddajmy głos samym kobietom. Nie wchodźmy na drogę hipokryzji. Każda decyzja dotycząca życia – aborcja, eutanazja – jest absolutną domeną zaangażowanej w problem jednostki. Nikt nie ma prawa ingerować, póki nie zostanie do tego powołany przez same zainteresowane (czytaj: kobiety). Łatwo jest oceniać ludzi, ale bardzo trudno poddawać ocenie argumenty. To drugie wymaga kompetencji, którymi protestujący za pomocą brutalnych środków wizualnych z pewnością nie mogą się pochwalić. Absolutnie potępiam tego rodzaju działania. Są nie tylko moralnie wątpliwe, ale i społecznie szkodliwe w sensie obiektywnym. Uważam, że działalność tego rodzaju winna być zakazana dla wspólnego dobra.